środa, 17 lipca 2013

Błotna Maska do oczyszczania twarzy - z czarnym błotem z Morza Martwego, białą glinką i cynkiem BingoSpa -recenzja Zdrowo żyj

Uwielbiam produkty firmy BingoSpa. Kupuję je w sklepie Naturica i jak wiecie zawsze moje recenzje były pełne pochwał. Dzisiaj jednak zdecydowanie tak nie będzie. A dlaczego? Bo w moje ręce trafiła maseczka błotna do twarzy, która strasznie mi nie podpasowała.
Błotna Maska do oczyszczania twarzy - z czarnym błotem z Morza Martwego, białą glinką i cynkiem Bingo Spa
Błąd popełniłam od samego początku zamawiając ją. Przecież maseczka ta przeznaczona jest głównie dla osób walczących z trądzikiem, a u mnie problem ten bezpowrotnie minął już kilka lat temu. Jednak na jednym z blogów przeczytałam o niej tak pochlebną opinię, że pod wpływem chwili zamówiłam.
Przesyłka jak zawsze doszła błyskawicznie, a po otwarciu produktu omotał mnie bardzo ładny miętowy zapach. Konsystencja maseczki również przypadła mi do gustu – nie za płynna nie za twarda. Nakładała się idealnie. Jednak po nałożeniu zaczął się koszmar. Po około 5 minutach poczułam delikatne pieczenie, po następnej minucie przerodziło się ono w silne uczucie dyskomfortu, które w 8 minucie zmusiło mnie do natychmiastowego zmycia produktu.
Nie wiem, może uczulona jestem na któryś składnik umieszczony w maseczce, a może ona z natury szczypie. Z ciekawości, gdy przyjechała moja kuzynka namówiłam ja na szybki zabieg kosmetyczny. Ogólnie trzymałam maseczkę błotna 15 minut i nie zaobserwowała u siebie żadnych niepokojących objawów. 
No cóż, u mnie było inaczej i dlatego należy na nią uważać. Przestrzegam. Nie mogę napisać jak oddziałuje na cerę, bo jeszcze raz spróbowałam ja zastosować i efekt był ten sam – może to ta mięta w niej zawarta. Sama nie wiem.
Jednak, jeżeli mnie coś szczypie to ewidentnie nie jest dla mnie. Maseczkę planuje oddać wspomnianej wcześniej kuzynce. Niech, chociaż ktoś ma z niej pożytek, a że dziewczyna ma 16 lat i problem okresu nastoletniego – trądzik, to może jej pomoże, skoro ze mną ewidentnie nie chce współgrać.
Dobrze, że w paczce znalazłam jeszcze produkt, który mnie nie zawiódł, bo inaczej byłbym naprawdę zła. 
A o czym mówię, o szamponie uzdrowiskowym z biosiarką , który pomaga na przetłuszczające się włosy. Jest świetny, ale zrecenzuje go przy następnej okazji.
Opinia: zdrowo-zyj.blogspot

sobota, 13 lipca 2013

Oczyszczająco - relaksujący krystaliczny peeling (body scrub) z ziołami Prowansji Bingo Spa - recenzja Kaczka z piekła rodem

Dzisiejszy post powinien zainteresować wszystkie krokodylki bowiem mowa będzie o prawdziwym zdzieraku, a nie jakichś tam drobnych polerkach :) Ja zdecydowanie należę do osób, które kochają mocne peelingi, a ponieważ żaden drogeryjny do mnie nie przemawiał to kręciłam sama solne bądź z fusów kawy, ale jak wiadomo albo to brudziło wannę albo najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się robić :D Właśnie dlatego w ramach współpracy z drogerią internetową Naturica wybrałam sobie krystaliczny scrub do ciała z BingoSpa. Byłam bardzo ciekawa czy ma szansę podbić moje serce. Ciekawe ?
Scrub zamknięty jest w zakręcanym, plastikowym pudełku z dodatkową membraną chroniącą nakrętkę przed zabrudzeniem i dostawaniem się produktu w miejsce gwintu. Dość duże kryształki soli o nieregularnym kształcie nie są suche, ale wilgotne. Wzbogacono je o ekstrakty roślinne ( lawenda, rozmaryn, arnika, pokrzywa i miłorząb ).

Oczyszczająco - relaksujący krystaliczny peeling (body scrub) z ziołami Prowansji Bingo Spa
Scrub ma 
delikatny, lawendowy zapach, który bardzo mi się podoba.
Nakładałam go zazwyczaj na lekko zwilżoną skórę i masowałam kolistymi ruchami od nóg przesuwając się w górę ciała. Bardzo dobrze współpracował również po nasypaniu na rękawicę. Kryształki pozwalają na wykonanie długiego masażu, gdyż bardzo powoli się rozpuszczają. Myślę, że dzięki temu produkt można zaliczyć do tych wybitnie wydajnych.

Jakie efekty ?

Skóra po peelingu była naprawdę niesamowicie gładka, miła w dotyku i zupełnie nie wysuszona, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że jest nawilżona. Lepiej też przyjmowała wszelkie preparatu pielęgnacyjne. Ameryki może nie odkryłam, ale jest to pierwszy "kupny" peeling, który spełnił moje oczekiwania.
Na jego niewątpliwą korzyść przemawia również fakt, że za 550 gram zapłacimy ok. 24 zł. Do kupienia TUTAJ. Śmiało mogę powiedzieć, że z pewnością do niego wrócę z racji na bardzo korzystny stosunek jakości do ceny.

Opinia: kaczkazpieklarodem.blogspot.com
http://kaczkazpieklarodem.blogspot.com/2013/07/gruboziarnisty-krystaliczny-scrub-do.html

czwartek, 11 lipca 2013

Karnalitowe Czarne Błoto z Morza Martwego BingoSpa - piekący ulubieniec ;) - opinia http://naratunekwlosom.blogspot.com

Uwielbiam naturalne kosmetyki. Nic więc dziwnego, że w asortymencie sklepu naturica.pl ogromnie zainteresowało mnie właśnie 100% naturalne błotko z Morza Martwego. Skład wolny od zbędnej chemii od razu przykuł moją uwagę. Zaintrygowała mnie również wielofunkcyjność kosmetyku - wg opisu nadaje się zarówno do stosowania na twarz, ciało, jak i włosy. 

Karnalitowe Czarne Błoto z Morza Martwego BingoSpa
Jak oceniam ten produkt po 2 miesięcznych testach?
Błoto zamknięte jest w klasycznym dla kosmetyków BingoSpa dużym, solidnym pojemniku z nieco problemowym wieczkiem ;) To zauważyłam już przy maskach do włosów, że po dłuższym czasie użytkowania wieczko lubi się nie dokręcać, albo są problemy z otwarciem. 
Mm... Czy nie wygląda apetycznie? :P Zapewniam jednak, że ta ciemnoszara breja ma swoje zalety! ;-) Niestety, zapach do nich nie należy. Błoto pachnie ściśle jak ... błoto, nic dodać, nic ująć. Według mnie jednak to dobrze, utwierdza to w naturalności produktu. Osobiście nie zwracałam szczególnej uwagi na zapach, tolerowałam go.  

Konsystencja błotka jest z wierzchu trochę lejąca, niżej jest już bardziej zbita i gęsta. Należy pamiętać przed użyciem produktu o jego dokładnym wymieszaniu. 


I jak wyglądają moje wrażenia :

-> stosowanie na włosy - niewypał. Niestety, ten kosmetyk kompletnie nie sprawdził się na włosach. Po wysuszeniu włosy były szorstkie, jakby oblepione, nieprzyjemne w dotyku. Próbowałam na kilka sposobów, myślałam też, że może niedokładnie spłukuje włosy, ale rezultat był zawsze ten sam. Maska do włosów z błotem karnalitowym dawała u mnie efekt jedwabistych, lśniących kosmyków, ale naturalne czarne błoto nie sprawdziło się tak samo dobrze. 

-> na ciało - nie mam szczególnych problemów z małą jędrnością skóry, ale sprawdziłam również, jak błoto sprawdza się w tej materii. Uprzedzam - nakładanie tego kosmetyku na skórę równa się niezły bałagan w wannie ;-) 
Podoba mi się, że jest takie wydajne - niewielka ilość wystarcza na dokładnie pokrycie całych ud i pośladków.
Po zmyciu mogłam się cieszyć gładszą i bardziej miękką skórą, ale szczerze spodziewałam się lepszych efektów. Być może jednak przy bardziej regularnym stosowaniu zauważyłabym większe ujędrnienie skóry i zminimalizowanie cellulitu (jedna z wielu kosmetycznych właściwości błota z Morza Martwego).

-> na cerę - przyznaję, że skupiłam się na testowaniu antytrądzikowych właściwości kosmetyku, dlatego też najczęściej lądował właśnie na mojej twarzy w formie maseczki. 

O czym muszę napisać na wstępie - uwaga, piecze. Uwaga, może podrażnić. Nie trzymaj go za długo na twarzy. Przy zachowaniu tych zasad bezpieczeństwa wszystko będzie dobrze ;-)
Polecam więc na początek przeprowadzić próbę alergiczną, a nie od razu beztrosko wysmarować sobie całą twarz. 

Moja pierwsza aplikacja specyfiku była krótka. Nałożyłam, po kilku minutach zmyłam, lekko mnie piekło, ale nie było to nic niepokojącego. Nie zauważyłam szczególnych efektów, dlatego też później wydłużałam już czas trzymania, ale nigdy więcej niż 10 minut.  Nie warto przetrzymywać maseczki, licząc, że zadziała lepiej, bo nie zadziała. Tak przynajmniej było u mnie. Za długie trzymanie maseczki skutkowało zaczerwienioną, piekącą twarzą, a nie należy to do przyjemności. Ten produkt jest naprawdę silny. Owszem, zaczerwienienie szybko ustępowało, ale bezpośrednio po zmyciu na pewno nie nadawałam się do wyjścia z domu ;)

Gdy aplikowałam maseczkę na nie dłużej niż 10 minut, efekty były naprawdę fajne. Cera była oczyszczona, gładziutka, miękka, a pryszcze podsuszone i szybciej znikały :) Zdarzało mi się używać błota punktowo i w ten sposób szybciej pozbywałam się upartych wyprysków. Wątpię, że poradziłby sobie z wyleczeniem upartego trądziku, ale na pewno jest pomocny w walce z nim. 
Zawsze jednak przy nakładaniu maseczki występowało u mnie lekkie pieczenie, ale jest to naturalna reakcja. 

Koszt kosmetyku to 44,70. Ze względu na dużą pojemność - 650 g. i świetną wydajność, uważam, że cena jest przyzwoita.

Więcej o produkcie możecie przeczytać na stronie naturica.pl 
 Zapraszam do zapoznania się z ofertą sklepu, jest tam mnóstwo kosmetyków BingoSpa, półproduktów, widzę też, że powoli pojawiają się rosyjskie produkty ;-)

Opinia: Na ratunek wlosom.blogspot.com

wtorek, 2 lipca 2013

Balsam do stóp Bingo Spa - nadmiernie pocące się, brzydko pachnące stopy - recenzja Nuneczka

Lato to pora roku, która także bywa kapryśna. Przykładem może być
chociażby pogoda z ostatnich dni-ni to ciepło, ni to zimno, ale w
sandałach na dwór nie da się wyjść. Z kolei w butach zakrytych, choćby
to były zwykłe, szmaciane trampki noga się poci... No i tu z pomocą
przychodzi nam kremik od Bingo Spa :)


Balsam do stóp Bingo Spa - nadmiernie pocące się, brzydko pachnące stopy



OPAKOWANIE





   Plastikowy słoiczek, z prostą etykietką i czarną zakrętką.
Bardzo nietypowe jak na produkt do stóp, bo wszystkie kremy czy balsamy,
 które widziałam do tej pory były w tubkach. Tubki są wygodne, ale
ciężko wydobyć z nich produkt do samego końca, słoiczek niewątpliwie to
ułatwia, choć przez to aplikacja jest mniej higieniczna.




ZAPACH/KONSYSTENCJA





   Zapach jest bardzo delikatny, niedrażniący, kiedy się mocniej
"zaciągniemy" to wyraźnie czuć olejek miętowy, pachnie trochę jak
miętowa guma do żucia.


   Konsystencja jest nietypowa, bardziej przypomina masło niż balsam,
ponieważ jest dość zbita i twarda. Nie sprawia jednak żadnego problemu z
 nakładaniem czy rozsmarowywaniem balsamu. Dość szybko się wchłania i
nie pozostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy na skórze.




DZIAŁANIE





   Balsam ma przede wszystkim chronić stopy przed poceniem.
Olejek miętowy oraz tlenek cynku wydają się idealnymi "ochroniarzami"
naszych stóp. Rzeczywiście-zaraz po posmarowaniu na skórze odczuwa się
lekki, ale bardzo przyjemny "chłodek". To uczucie utrzymuje się na
stopach przez jakieś pół godziny od posmarowania. Bardzo mi się ono
podoba, ponieważ mam wtedy uczucie "świeżych" stóp, szkoda tylko, że
efekt tak szybko znika. Co do ochrony przed poceniem- jeśli oczekujemy,
że będzie nas chronił przed poceniem przez cały dzień, no to niestety
się zawiedziemy. Jeśli wychodzimy sobie na dwór na godzinkę czy dwie w
zakrytych butach, nawet jak jest ciepło, to ten krem zapewni nam
świeżość stóp. Natomiast przy dłuższych wyjściach stopy są chronione
tylko przez jakiś czas, potem znów się pocą. Na szczęście dość
umiejętnie chroni stopy przed przykrym zapachem, nawet kiedy się spocą, a
 były posmarowane tym balsamem, to nie pachną nieprzyjemnie.


   Podoba mi się także fakt, że balsam zmiękcza stopy (dziękuję ci wosku
 pszczeli!). Nawet jeśli pumeksu użyło się np. tydzień wcześniej, a ma
się skłonności do szybkiego rogowacenia naskórka na piętach (ja mam), to
 przy codziennym stosowaniu balsamu pięty pozostają miękkie i gładkie.
Niestety- bez pumeksu sam z siebie nie radzi sobie ze zrogowaciałymi
piętami.


   Ogólnie jestem dość zadowolona z tego produktu, ale nie jestem w
stanie go używać zgodnie z zaleceniami producenta (nakładać 2 razy
dziennie na czyste i umyte stopy). Kiedy przez cały dzień jestem gdzieś w
 rozjazdach, nie ma szans na to abym sobie mogła pozwolić na umycie stóp
 (myślę, że ludzie krzywo by patrzyli na takie zachowanie np w
publicznej toalecie) i smarowanie ich kremem. Być może to dlatego nie
chroni moich stóp przed poceniem tak dobrze jak powinien. 






CENA/DOSTĘPNOŚĆ





   Balsam kosztuje ok 11 zł (zależy od sklepu). Mój egzemplarz
pochodzi ze sklepu internetowego Naturica.pl i możecie nabyć taki sam TUTAJ. Szukajcie go także w sklepach stacjonarnych, które oferują produkty Bingo Spa ;)


   Dodam, że dzięki swojej konsystencji jest BARDZO wydajny i niewielka ilość wystarczy, aby nałożyć go na stopy.






PLUSY:


-opakowanie pozwala na zużycie produktu do końca (słoiczek)


-delikatny, lekko miętowy zapach, nie drażniący nosa


-nietypowa, zbita konsystencja- dzięki temu balsam nie jest "leisty"


-szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy


-po nałożeniu daje uczucie przyjemnego chłodu (które niestety długo się nie utrzymuje :( )


-zmiękcza stopy


-chroni przed przykrym zapachem


-bardzo wydajny




MINUSY:


-mimo, że zmiękcza stopy, to ze zrogowaciałymi piętami bez pumeksu sobie nie poradzi


-jak dla mnie niewystarczająca ochrona przed poceniem stóp




Opinia: http://nuneczkatestuje.blogspot.com


http://nuneczkatestuje.blogspot.com/2013/07/testuje-balsam-do-stop-ze-skonnoscia-do.html

czwartek, 27 czerwca 2013

Przywracający jędrność kolagen do ciała BingoSpa 300 ml - opinia Cholery Naczelnej

Kto oglądał "Ze śmiercią jej do twarzy"? Ręka w górę! :)
Główne bohaterki, będące swoimi największymi wrogami, wypiły eliksir nieśmiertelności. Jednak za późno dowiadują się, że o swoje ciała powinny szczególnie dbać, by się nie rozpaść, ponieważ się nie regenerują... Jeżeli nie oglądałyście, powinnyście to koniecznie nadrobić! Wtedy reszta notki nabierze też całkiem innej głębi ;)

My oglądałyśmy... byle to raz ;) i uwielbiamy ten film, ponieważ śmiejemy się zawsze, że tak kiedyś i my będziemy tak chodzić sobie we dwie, i łatać się nawzajem... trochę kleju tutaj, trochę farby tam, a żeby trzymać się prosto to kij od szczotki w majtki i taśmą samoprzylepną dookoła ;)

I pierwszy taki specyfik nawet mamy już w swoich zbiorach! ;)

Przywracający jędrność kolagen do ciała
Bingo Spa 300 ml



A wszystko zaczęło się...
kiedy dostałyśmy maila z propozycję współpracy od sklepu Naturica.pl...
Współpraca już od samego początku zapowiadała się świetnie, ponieważ dostałyśmy pełną dowolność praktycznie we wszystkim. Bardzo przyzwoita kwota do "wydania", wybór kosmetyków według własnych preferencji, brak nacisków co do terminów, dzięki czemu mogłyśmy przetestować każdy z wybranych dogłębnie i gruntownie. Później błyskawiczna przesyłka, a doskonały kontakt i odpowiedzi na pytania pokazują, że każdy klient potraktowany będzie profesjonalnie.I nadszedł nareszcie czas, kiedy naszą wiedzą zdobytą na własnych włosach i ciałach możemy się z Wami rzetelnie podzielić...

Ale wróćmy do "Ze śmiercią jej do twarzy"... znaczy do Przywracającego Jędrność Kolagenu do Ciała, który wygrzebałam z zakładki "Opalanie, Solarium, Kosmetyki"  w sklepie Naturica.pl

Naturalnie jestem posiadaczką skóry białej o zabarwieniu niebieskim. Gdyby efekty specjalne w filmach nie były tak świetne i rozpowszechnione, zrobiłabym mega karierę, zgarniając wszelkie role wampirów, zombie i umarlaków z tą swoją specyficzną barwą ;) Klasyczny, czysty Typ Zima. Powiedziałabym, że nieskalany, ale kalam go regularnie słońcem i solarium, by ludzi nie straszyć ;)
A jak wszyscy dobrze wiemy, słońce, a przede wszystkim solarium, naszej skórze, urodzie i długo-dobrze-wyglądaniu nie służy. Skóra się szybko i widocznie starzeje, wiotczeje, wysycha, i łuszczy, a wręcz czasami i schodzi płatami.

Z nas również, a w szczególności z Cholery Jasnej ;) Ja praktykuję raczej przede wszystkim przesuszenie z pomarszczeniem, odwodnieniem i osypywaniem się :D
Nie dziwi więc Was, że w okresie wiosennym na widok takiego produktu od razu zakrzyknęłam "CHCĘ!" ? ;)
Czy jednak tak obiecujący zestaw obietnic spełnił się chociaż trochę w praktyce?
Sprawdźmy.


OPAKOWANIE:


Pierwsze, z czym się stykamy. Zanim jeszcze dogrzebiemy się do zawartości, trzymamy w dłoni butelkę.
Odkręcamy zakrętkę, patrzymy na etykietę. To wszystko zanim będziemy mogły wciągnąć w płuca pierwsze doznanie - zapach - a więc to ono ma wpływ na ten element, o którym się mówi "naprawdę liczy się pierwsze 30 sekund kontaktu. To one decydują o całej reszcie".

I tu niestety... wielka porażka.
Wysoka, przezroczysta i estetyczna butelka zakręcana na [chyba] aluminiową zakrętkę, co prawda pozwala kontrolować ilość zawartości i wygląda elegancko w łazience, ale kompletnie nie pozwala dostać się humanitarnie do zawartości. Musimy się namachać, nastukać, namęczyć, by dobrać się do kosmetyku.
Całe szczęście, że można ją trzymać "na głowie", co nieco cywilizuje ten proces ;) kiedy zawartość jest w szyjce, możemy lekkim naciśnięciem wylać porcję na dłoń.
Cena za 300ml zapłacimy 11,70 na przykład TUTAJ
gliceryna, alkohol i parafina wysoko w składzie, kiedy przeczytałam to pierwszy raz, zastanawiałam się poważnie, czy to był na pewno dobry wybór, bo byłam pewna, że posmarowanie się będzie oznaczało śliską warstwę i wysuszoną później skórę.
Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły.

ORGANOLEPTYCZNIE:


Zanim uda nam się Kolagen wydobyć z wnętrza, dociera do nas na pewno śliczny zapach kosmetyku. nie wiem czemu, ale kojarzy mi się on z tymi hotelowymi, ale wysokopółkowymi. A może właśnie konkretnie ze SPA? Słodko-kwiatowy, pachnie jak biało-różowy bukiet przyjemności. Uwaga, może uzależnić ;) Osobiście mogłabym chodzić po ulicy z nosem w butelce, mimo, że wolę zapachy lekkie i świeże..
Kiedy rozsmarujemy go na skórze, stłumi lekkie zapachy, na przykład żelu pod prysznic, i będzie się na skórze przez długi czas utrzymywał bez problemu.
A rozsmarujemy go bardzo łatwo, ponieważ pod wpływem ciepła, jego żelowo-kremowa konsystencja upłynnia się, i zanim się wchłonie, co robi bardzo szybko, można spokojnie rozsmarować go po dużej powierzchni skóry, co czyni go bardzo wydajnym.

DZIAŁANIE:


Kiedy rozprowadzimy kosmetyk po skórze, wchłania się błyskawicznie, i po parunastu sekundach, kiedy mamy lekkie wrażenie delikatnej lepkości, wszystko znika, i pozostaje coś... fantastycznego!
Sucha na powierzchni, ale jednocześnie miła, miękka i gładka skóra [a sprawdziłam to nawet na piętach!]. Jakby wilgoć przeniosła się po prostu pod jej powierzchnię. Można od razu wciągnąć na siebie łaszki i pobiec w świat, co dla mnie, raptusa, jest baaardzo ważne.

Początkowo sądziłam, że w takim razie to tylko wrażenie. Ale mam na to swój żelazny test. Łydki.
Moje łydki to istna Sahara. skóra na nich jest twarda, spękana, z wyraźnie zarysowanymi "pęknięciami" na całej powierzchni. Przeciągnięcie po nich paznokciem pozostawia[ło] białą sypiącą się szramę.
Dzięki temu kolagenowi całkowicie zapomniałam o tym efekcie.
Podobnie, moje łokcie przestały różnić się w dotyku od ramion, a uciążliwe twardnienie mieszków włosowych z tyłu ramion - zmniejszyło się drastycznie, i to zarówno w dotyku, jak i kolorze. Koniec z zaczerwienieniami na łapkach! Koniec z walką i kontrolowaniem ich, koniec z rękawkami! :D

Dodatkowo dołączyłam ten specyfik do mojej agresywnej kuracji likwidującej pas starych rozstępów.. Nareszcie po zabiegach podrażnienie skóry znika w kwadrans, efekty przyspieszyły gwałtownie, a przeciągając palcami poniżej swojej talii nie czuję różnic "skóra-rozstęp-skóra"!!
Jej napięcie i regeneracja są naprawdę widoczne.

 A co do działu, w którym ten kosmetyk znalazłam? Na spotkaniu blogerek w Warszawie, mimo, że byłam po przegięciu z opalaniem i jeszcze o poranku wyglądałam jak mój wąż podczas linienia, nigdzie tego defektu nie było widać ;) wiele godzin po tym, jak się posmarowałam, Kolagen nadal utrzymywał moją skórę razem ze sobą, a co więcej, po kolejnych paru aplikacjach - przestałam ją z siebie zdejmować!
Szkoda, że nie miałyśmy tej buteleczki, kiedy się spiekałyśmy! Nie byłoby szorstkich ramion, nie byłoby sypania się, opalenizny w łaty... czysta miękkość i piękny zapach...

 Ale ale. Tak całkiem różowo nie jest, bo Kolagen, wymaga dosyć częstej aplikacji na początku by pokazał swoje spectrum działania. Na noc warto go potraktować na wierzch czymś budującym płaszczyk przeciw uciekaniu wilgoci ze skóry, lub stuningować kosmetyk kapką ulubionego olejku.

Ale proszę, Bingo Spa! Błagam! Dołączcie do tych buteleczek dobrą pompkę! A zobaczycie, że Wasz Ujędrniający Kolagen do Ciała stanie się kosmetykiem ukochanym przez wszystkie suchoskóre, łuszczące się, uzależnione od opalania, i nie lubiące gubić skóry Kobiety! I nie tylko. Bo jestem pewna, że te zaganiane, nie lubiące długiego ciapania się, czekania na wchłonięcie i efekty - również :)  
My na pewno dołączamy go do kuferka "a kiedy już znajdziemy eliksir nieśmiertelności, który nie zatrzyma czasu..." ;)

Cholera Naczelna
http://4cholery.blogspot.com/2013/06/to-nie-balsam-to-nie-klej-to-kolagen-do.html

niedziela, 23 czerwca 2013

Algi do okladow na rozstepy Bingo Spa opinia RedHead girl

Mając 7lat, stwierdzono u mnie początki astmy oskrzelowej, przeszłam kurację sterydową po której strasznie, nienaturalnie przytyłam - przez to aż do dzisiejszego dnia ciężko jest mi schudnąć. Oczywiście skóra nie wytrzymuje szybkiego przybrania na wadze (w ciągu miesiąca z chudzielca stałam się wielką kulą...) i pęka tworząc wszystkim znane rozstępy. Dlatego też w wieku 23 lat jestem posiekana głównie na udach i bokach brzucha białymi cienkimi bliznami. Ostatnio zauważyłam na wewnętrznej stronie ud nowe rozstępy w kolorze fioletowym....
Dzięki Naturica.pl miałam przyjemność przetestować algi do okładów na rozstępy BingoSpa.

Algi do okładów na rozstępy Bingo Spa

MOJA OPINIA:                                                                     
Przyczyną powstawania rozstępów nie jest tylko szybkie przybranie na wadze lub naciągnięcie skóry podczas ciąży ale także czynniki hormonalne, genetyczne lub zaburzenie funkcjonowania tkanki łącznej. U siebie mogę jedynie podejrzewać jeden z 3 ostatnich wymienionych czynników więc myślę, że preparat będzie działał całkiem inaczej na rozstępy przykładowo po ciąży :).
Przede wszystkim jestem zaskoczona wielkim opakowaniem! Taka ilość starczy naprawdę na baaardzo długo lub na duży obszar (np. brzuch) i szczerze mówiąc na moją wewnętrzną stronę ud wykorzystałam na prawdę nie wiele, więc będę szukać jakiejś koleżanki po ciąży aby przetestowała dla was okłady na typowo po ciążowe rozstępy - może tam efekt będzie inny.
Opakowanie pod nakrętką ma dodatkową osłonkę więc mamy pewność, że nic nam nie wycieknie. Konsystencja jest identyczna do żelu na cellulit, który recenzowałam TUTAJ! - taki przyjemny żelik, który przyjemnie się rozprowadza i przede wszystkim ślicznie pachnie!!
Używaniu tego żelu jest klasycznym body wrappingiem. Na umytą i osuszoną skórę nakładamy preparat, wmasowujemy i owijamy szczelnie folią. Można dodatkowo owinąć te miejsca kocem, ciepło zwiększy działanie składników aktywnych. Po 30minutach zmywamy i delikatnie osuszamy skórę. Na opakowaniu jest napisane, aby zabieg powtarzać co 2-3dni przez okres 6tygodni. A jakie jest życie każdy wie ;). Starałam się aby czas między zabiegami nie był dłuższy niż 3dni. Stosowanie przyniosło mi trochę problemów, bo nie zawsze miałam czas albo ochotę żeby się zawijać w folie ale czego się nie robi aby poprawić stan swojej skóry.
A teraz pora na efekty i tutaj szalenie przydałyby się zdjęcia lecz niestety moja cyfrówka nie chwyta rozstępów... Chciałam zrobić zdjęcia przed i po, ale na zdjęciach przed nie widać tych paskudnych kresek, które są widoczne gołym okiem więc możecie mi tylko wierzyć na słowo :P.
Efekt po tych 6tygodniach jest naprawdę dobry! Rozstępy wyraźnie stały się bledsze i pomimo, że były w miejscu mało rzucającym się w oczy ja jestem bardziej zadowolona z samej siebie gdy nie przyciągają mojego wzroku paskudnym fioletowym kolorem! Może nie jest to efekt WOW, bo nadal są widoczne ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każde rozstępy da się zlikwidować całkowicie. Dodatkowo zauważyłam, że żel działa ujędrniająco i po zastosowaniu skóra jest wyraźniej milsza w dotyku. Oczywiście żaden żel nie sprawi, że nasza skóra wróci do poprzedniego stanu, ale myślę, że dla osób, dla których jest to szpecący i wstydliwy problem każdy ton jaśniejszy jest mega ważny :).


OCENA: 7/10 


Recenzja: forever-redhead-girl.blogspot.com
http://forever-redhead-girl.blogspot.com/2013/06/algi-do-okladow-na-rozstepy-bingospa.html

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Czarne Błoto kolagenowe blizny, rozstępy, cellulit BingoSpa 500g - opinia kascysko.blogspot.com

Skóra mojego ciała (nie licząc głowy :P ) należy do populacji ultrasuchej - o suche skórki na moich rękach czy łydkach naprawdę nietrudno, czasem nawet mimo wszelkich zabiegów nawilżająco - natłuszczających skupionych na tych okolicach.


Rzadko więc trafia mi się kosmetyk uniwersalny, który sprawdza się na mojej tłustej twarzy i suchym ciele. Ale trafiłam na taki, i jest nim Błoto kolagenowe Bingo Spa.


:Opakowanie: Plastikowy "słoik" typowy dla Bingo Spa. Nowa wersja opakowań ma wodoodporne naklejki :D

Pojemność/cena: 500g / 20-24 zł.

Skład
Całkiem zachęcający: kolagen i błoto z Morza Martwego (producent deklaruje, że jest ich po 10%) na 2 i 3 miejscu w składzie, dalej kilka emolientów, regulator pH i konserwanty. Zawiera parabeny.
Zawiera DMDM-Hydantoinę - uwaga wrażliwcy.

Konsystencja: Piankowo-piankowe, dość lekkie... szare błotko :P

Zapach: Męskie perfumy - minus :/

Działanie: Ciało nacierałam nim skrupulatnie codziennie wieczorem, natomiast na twarz (tak, na twarz ;)) stosowałam 1-2 razy w tygodniu.

Jeśli chodzi o ciało - nie należy przesadzać z ilością, bo to, co nie zostanie wchłonięte brudzi ubrania :P. Gdy już dopasowałam odpowiednią ilość aplikacja nie sprawiała problemów, a sam produkt wchłaniał się szybko. Skóra stała się bardziej elastyczna i nawilżona, natomiast przez ponad miesiąc stosowania moich rozstępów na pośladkach nie wzruszyło to błotko w ogóle (i nie spodziewałam się tego nawet ;)). Niemniej jednak za walkę z Saharą na moim ciele należą mu się brawa ;).

Bez większych oporów nałożyłam też ten kosmetyk na twarz - grubszą warstwą, w formie maseczki na 15-20 minut. Nie zaszkodził mi w żaden sposób, za to całkiem przyjemnie nawilżył moją wymagającą buźkę.

Żyć nie umierać :D

Opinia: kascysko.blogspot.com
http://kascysko.blogspot.com/2013/06/kolagenem-w-ciao.html

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...